Kazimierz bez Wisły

– Trasą nad Wisłą? Lewą czy prawą?

Mijaliśmy wioski pełne sadów. Co chwila lokalne wystawki z owocami. Coś wspaniałego. Pachnące czereśnie, ostatnie truskawki i pierwsze wiśnie. W Maciejowicach kupiliśmy czarną porzeczkę. – Zrobimy wspaniałe koktajle! Kwaskowaty smak akurat pasuje do nadmiaru słońca.

– Kazimierz bez Wisły? W pierwszych krokach skierowaliśmy się oczywiście ku rzece. – Nie popłyniemy za daleko. Poziom wody nie jest zbyt wysoki. Zatem pozostają nam wąwozy!

Na rynku jak zwykle ciasno, aczkolwiek w samym mieście nie czuć za bardzo sezonu wakacyjnego. A od ostatniej wizyty minął już rok. Wówczas podziwialiśmy prace najlepszych polskich akwarelistów.

SONY DSC

Jak zwykle malowniczo. I jak zwykle mnóstwo straganów z kogutami i lokalną twórczością (wierzę w to). Kazimierz ma swój niepowtarzalny koloryt, uwieczniany w setkach podobnych do siebie zdjęć. Jak tu zatem stworzyć inne ujęcie najbardziej znanej renesansowej kamieniczce?

SONY DSC

Stałam tak przed chwilę, przypatrując się jej szczegółom. Myślę, że jak to zazwyczaj bywa, należy zawsze łapać dwie perspektywy. Szeroki plan i detal. Nie wiem czemu, ale ten duży pan przypominał mi nieco facjatę (oraz posturę) aktora Andrzeja Grabowskiego.

SONY DSC

W biurze informacji turystycznej zapowiedzieli, że czeka nas ponad 6-kilometrowy spacer. – Co to dla nas! Wszystko byłoby dobrze, gdyby jednak nie ten upał. Starałam nie koncentrować się na asfaltowej drodze, tylko na zieleni.

SONY DSC

Nie dziwię się ludziom, dla których Kazimierz to miejsce wyjątkowe. Wystarczy odejść od rynku i odkrywać domy, których właściciele chcą być anonimowi. Kamienna elewacja tej właśnie willi przeniosła mnie w inny wymiar architektury. Twórczy wymiar.

SONY DSC

Kazimierz to właśnie miasto wielu wymiarów. Nowego i starego. Bogatego i skromnego. Nakładają się perspektywy. Czasem wręcz dosłownie. Można spojrzeć w oczy historii, tak wolno biegnie.

SONY DSC

Zauważyłam, że nawet konie są tu szczęśliwsze. Jędrniejsze i żwawsze.

SONY DSC

– Ależ pić mi się chce! Zapasy wykończone, a my dopiero w połowie drogi. U wejścia do wąwozu poratowałam się lipową lemoniadą, przygotowaną według lokalnego przepisu. Wystarczyło kilka kroków w przyjemny chłód i poczułam przypływ sił.

SONY DSC

Wąwóz korzeniowy jest chyba najbardziej znanym miejscem na spacery. Trudno uwierzyć, że kiedyś był przejezdną drogą.  Teraz tworzy niesamowity klimat także do ślubnych sesji zdjęciowych. Minęła nas bosa panna młoda.

SONY DSC

Gra świateł i główne pytanie, jak to wszystko się trzyma. Plątanina korzeni tworzy niesamowite wzory jak podskórne kapilary.

SONY DSC

.:.

SONY DSC

Back to the roots. Kontakt z naturą jest energetyzujący.  To w sumie bardzo pierwotne doświadczenie. Należy dotykać drzew. I sięgać do korzeni.

SONY DSC

Nie chciałam wychodzić z tego cienia. Z chłodu płynącego od ziemi i liści. Czułam się jak kołysce, tak miło uspokajała ta droga. A tu bum! Po kilkuset metrach koniec.

SONY DSC

– Dzień dobry! – powiedział mijający mnie mężczyzna. – Dzień dobry! – odpowiedziałam. Tu jakby wszystko bardziej grzeczne. A może po prostu był on ciekawy.  A może ciekawski.

SONY DSC

Pusto na drodze. Generalnie mało ludzi. O to właśnie chodziło. Charakterystyczne budynki Kazimierza mogły w spokoju pozostawić swój obrys na czystym tle.

SONY DSC

.:.

SONY DSC

Wyjechaliśmy z małym niedosytem.  Mimo obiadu w lokalnej knajpce.

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>